Wrocławskie hotele i restauracje przeżywają prawdziwe oblężenie - wszystko za sprawą festiwalu filmowego Era Nowe Horyzonty.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, na obecności miłośników kina korzystają przede wszystkim właściciele lokali usytuowanych w okolicy kina Helios oraz tych w Rynku. Ogródki większości z nich wieczorami wypełniają się po brzegi. Znaczny wzrost zysków odnotowują również bary i niedrogie restauracje. - Dzienny obrót w trakcie festiwalu wzrasta o mniej więcej 15-20 procent - mówi w rozmowie z gazetą Piotr Stachelski, właściciel restauracji Cegielnia, w której - jak zapewnia - można najeść się za mniej niż 20 zł.
- Latem w okolicy jesteśmy najtańsi i bez konkurencji, bo bary Mewa oraz Jacek i Agatka na wakacje się zamykają - mówi dziennikarzom „Gazety Wyborczej” Cecylia Kotlik z baru Miś. W lipcu dzienny obrót w Misiu wynosi około 1 tys. zł. To mniej niż w roku akademickim, ale więcej niż w innym okresie wakacji. Popularnością wśród festiwalowych gości cieszy się też klubokawiarnia Mleczarnia. Ruch zaczyna się tu już od rana i trwa do późnych godzin nocnych. - W porównaniu z innymi wakacyjnymi weekendami mamy o 30 procent więcej klientów - mówi Tomasz Dymarek z Mleczarni.
Jeżeli chodzi o bazę noclegową obłożone są przede wszystkim hostele w ścisłym centrum miasta, gdzie nocleg kosztuje od 45 do 110 zł za osobę. - W najbliższym tygodniu wolne mamy tylko pojedyncze miejsca - mówił gazecie Mateusz Mormul z Royal Hostel przy ul. Kazimierza Wielkiego. - W czasie festiwalu jest też więcej rezerwacji długoterminowych, niektórzy mieszkają u nas przez całą imprezę. Tylko pojedyncze miejsca zostały również w Babel Hostel przy ul. Kołłątaja, gdzie uczestnicy festiwalu mają 10-procentową zniżkę.
Źródło: Gazeta Wyborcza