Z czym statystyczny Polak kojarzy Seszele? Po pierwsze z wakacjami, po drugie z piratami.
Mimo wielu różnych skojarzeń, nie sposób odmówić im wszystkim trafności. Seszele były bowiem jednym z nielicznych miejsc, gdzie swego rodzaju wakacje spędzali prawdziwi piraci. Trzeba przyznać, że nie mogli wybrać lepiej.
Wakacje na Seszelach zawsze kojarzą się z luksusem, ale nie dlatego, że wyspy są państwem szczególnie bogatym. Według danych Banku Światowego dochód narodowy brutto na mieszkańca w 2009 roku był o 1500 dolarów niższy od polskiego i wynosił 16 790 dolarów amerykańskich.
Na Seszelach do dziś widoczne są wpływy wielu narodowości, które przez lata władały archipelagiem. Po Francji archipelag „odziedziczył” m.in. nazwę (Sechelles to nazwisko francuskiego ministra finansów na dworze Ludwika XV) oraz jeden z urzędowych języków, podobnie zresztą jak po Wielkiej Brytanii, od której Seszele uzyskały niepodległość. Na wyspach nie brakuje też śladów po pierwszych osadnikach, którzy przyczynili się do stworzenia tutejszej unikalnej kultury, mamy więc wpływy wschodnioazjatyckie oraz afrykańskie. Niedługo po odkryciu wysp przez Europejczyków Seszele pełniły funkcję „przechowalni” i schronienia dla piratów, którzy w niezwykłych okolicznościach przyrody, racząc się naturalnymi bogactwami wysp, wyczekiwali tu na statki płynące do Indii. Silnym związkom z Francją Seszele zawdzięczają podwaliny państwowości, a pośrednio także rozwój turystyki. Ostatni prezydent Seszeli James Alix Michel miał znaczący udział w kształtowanych na wyspach po uzyskaniu niepodległości zalążkach turystyki. Zresztą turystyka nie mogła nie zostać główną gałęzią gospodarki, której struktura PKB w ponad 60% opiera się na usługach, rolnictwo pełni tu funkcję marginalną, zaś przemysł przez wiele lat był słabo rozwinięty. Począwszy od lat 70., zaczęły na wyspach powstawać hotele, kąpieliska oraz ośrodki wypoczynkowe. Prywatni inwestorzy nie szczędzili grosza i w następstwie ich działalności miejscowa ludność znalazła zatrudnienie w usługach.
SPA z kontynentalną tradycją
Pierwsze nowoczesne obiekty turystyczne zaczęły powstawać na wyspach w latach 70., kiedy po wybudowaniu międzynarodowego lotniska nastąpił realny rozwój turystyki. Tworzenie bazy noclegowej na Seszelach od początku zarezerwowane było dla tzw. poważnych podmiotów, ponieważ wyspy są oddalone od najbliższego lądu setki kilometrów, właśnie to sprawia, że sprowadzenie tu najnowocześniejszych technologii było i jest kosztowne. Niestety, przekłada się to też na koszty pobytu na wyspach, stąd usługi turystyczne – mimo iż nieświadczone przez szczególnie bogaty kraj – są relatywnie drogie.
W rankingu na najlepsze SPA organizowanym rokrocznie przez internetowe wydanie „Condé Nast Traveller”, czytelnicy wyróżnili dwa SPA na Seszelach. Na miejscu siódmym najlepszych SPA świata znalazł się hotel Banyan Tree Spa, zaś na miejscu dziewiątym SPA hotelu Four Seasons Resort. Niezależnie od tego, czy obiekty SPA firmowane są logo wielkich sieci, czy też stanowią pojedyncze ośrodki, łączą je tradycje zbierane z przekazów ludności od X wieku, kiedy to po raz pierwszy na Seszele dotarli arabscy kupcy.
Międzynarodowa sieć Banyan Tree Holdings Limited, która działa w 23 krajach świata i ma pod swoją opieką 26 hoteli i obiektów wypoczynkowych, 65 ośrodków SPA oraz 3 pola golfowe, nie mogła nie stworzyć pod swoim logo hotelu także na Seszelach. Na największej wyspie archipelagu Seszeli – Mahé – mieści się Banyan Tree Spa Seychelles ulokowane na zboczu wzgórza, u stóp którego roztacza się tropikalna dżungla. Hotel zdaje się być oazą spokoju. O zaspokojenie potrzeb gości dbać ma szkolony w Banyan Tree Spa Academies w Bintan (Indonezja), Phuket (Tajlandia) oraz Lijiang (Chiny) personel, który poza klasycznymi metodami doskonale orientuje się w zabiegach czerpiących z kultury kreolskiej. Do wszystkich oferowanych tu terapii serwowane są ziołowe drinki oraz obligatoryjna kąpiel stóp. Pakiety zabiegowe podzielone są na tradycyjne, w ramach których mamy zabiegi tajskie, balijskie i jawajskie, te w ramach „tropikalnej mgły” oraz klasycznie odmładzające.
Harmonia w kwiatach
W ramach całodziennej terapii Banyan Tree SPA Seychelles gość zaczyna poranek od owoców, placka i wybranego peelingu (solny, tajski, owocowy kreolski, kokosowo-czekoladowy i tradycyjny), następnie maski na ciało (miodowa, aloesowo-lawendowa, awokado, kurkuma). Przed południem czeka go 90-minutowy masaż, relaksacja w jednym z nadmorskich pawilonów, wczesnym popołudniem serwowany jest lunch, po którym gość poddawany jest godzinnemu zabiegowi na twarz, wybranej terapii dla dłoni i stóp oraz wieczornej relaksacji w oranżerii.
Tutejszą specjalnością są terapie „Royal” oraz „Harmony Banyan”. Pierwsza oparta jest na masażu praktykowanym od wieków w tajskim Royal Palaces – masaż ten opiera się o akupresurę bez użycia jakichkolwiek olejków, która redukuje stres, poprawia krążenie krwi oraz napięcie mięśniowe. Po takim masażu następuje okład ziołowymi torebkami i olejem sezamowym. W ramach tej terapii oferowane są także tradycyjne kąpiele na stopy i dłonie zwieńczone kilkudziesięciominutowym okładem z imbiru i owsa oraz klasyczne odmładzanie. „Harmony Banyan” to trzygodzinna terapia, której punktem kulminacyjnym jest masaż wykonywany przez dwóch terapeutów.
Masaże wykonywane są tu głównie przez kobiety, które słyną z niezwykłości ze względu na swoje mieszane pochodzenie – wielu turystów zgodzi się na przypisanie im cech przodków, czyli francuskich kształtów, angielskich manier, afrykańskiej dzikości i azjatyckiej, egzotycznej urody. Wśród innych ciekawych terapii oferowanych
w Banyan Tree SPA Seychelles mamy m.in. peelingi: jawajski (na bazie lulur) czy marchewkowy, kąpiele w kwiatach lub w mleku w jednym z położonych na skraju dżungli przeszklonych pawilonów, masaże ziołowe z użyciem Ylang Ylang, czarnego pieprzu, bicze wodne oraz zabiegi dla par, w ramach których pary poddawane są naprzemiennym masażom gorącymi kamieniami.
Fuzja kreolsko-indyjsko-tajska
W seszelskich SPA najbardziej urzeka połączenie nowoczesności z tradycją, które przejawia się m.in. w architekturze wnętrz. Meble kolonialne wyglądają jakby dopiero co wyładowano je ze statku i osadzone są w przeszklonych wnętrzach pawilonów usytuowanych nad brzegiem lazurowego oceanu. W niektórych hotelach spotkać można niezwykłej urody rozety, obrazy na szkle i repliki statków – wszystko to jest specjalnością tutejszych rzemieślników. Styl kreolski, granitowe głazy, tarasy z twardego drewna otoczone niecką brodzika z krystaliczną wodą, dalej klimatyzowane podesty, na których ulokowane są łóżka do tradycyjnego masażu. Tak właśnie wyglądają apartamenty Four Seasons Resort, w którym na gości czekają terapie oparte na tradycyjnych recepturach i ziołach.
Pawilony SPA ulokowane są tu na podwyższeniu tuż nad oceanem, co ma potęgować u gości poczucie spokoju, a kiedy trzeba – nawet swego rodzaju osamotnienia. Oferowane tu holistyczne terapie łączą elementy kultury kreolskiej, indyjskie techniki fuzji oraz tradycję azjatycką. Dlatego też całodzienne zabiegi nastawione są na odnajdowanie siły i energii w naturze oraz w samym człowieku, odwołują się do praktyk zapoczątkowanych w czasach, kiedy na Seszelach porę monsunową przeczekiwali piraci.
Bogactwo smaków
Kawior, bita śmietana, marakuja, mleko kokosowe oraz cynamon i kwiaty – to wszystko jest podstawą Coco de Mer – 150-minutowego zabiegu, którego celem – poza zmiękczeniem i nawilżeniem skóry – jest zachęta do „miłowania siebie”. Tutejsi terapeuci czerpią też garściami z religii dharmicznych, wykorzystując siedem mieszanek olejków eterycznych, wybranych ze względu na właściwości harmonizacji na każdej z siedmiu czakr.
Dobór olejków odbywa się indywidualnie, dlatego dla każdego gościa terapia będzie miała inny zapach. Idea czerpania energii z czakr wykorzystywana jest również w zabiegach na twarz. Dość niezwykłe są też masaże twarzy, do których używa się kamieni półszlachetnych, np. różowego kwarcu czy karneolu, które usuwają zanieczyszczenia, pozostawiając cerę bardziej promienistą i jaśniejszą. Four Seasons Resort ma w ofercie również SPA dla najmłodszych, można wybierać spośród smakowitych okładów, relaksujących zabiegów miętowych na dłonie, czekoladowych na stopy, delikatnego masażu i złuszczania naskórka. Są też oczywiście pakiety typu „mama i córka” oraz „ojciec i syn”, u pań nacisk kładziony jest na pielęgnację skóry twarzy, kąpiele na stopy i dłonie, zaś dla panów przygotowano szereg masaży wzmacniających mięśnie ramion, szyi i grzbietu.
Wśród masaży na szczególną uwagę w Four Seasons Resort SPA zasługuje „Shell serenity”, czyli przenikliwy masaż podgrzewanymi muszlami. Masaż ten ma za zadanie uwolnić napięcie mięśniowe, poprawić krążenie i złagodzić stres, jako elementy dodatkowe stosuje się w nim suszone wodorosty i glony. Dla tych aktywniejszych przygotowano na terenie obiektu 54 m² pawilonu do ćwiczenia jogi.
Będąc na Seszelach, nie sposób nie spotkać się z tradycjami kuchni kreolskiej, które w tutejszych obiektach SPA wzbogacane są o elementy kuchni azjatyckiej i serwowane w trakcie całodziennych terapii. W kuchni kreolskiej ważne są przede wszystkim przyprawy oraz specyficzne sposoby konserwacji żywności, które wykorzystywano, kiedy jeszcze nie było nowoczesnych technik przechowywania żywności. Na porę monsunową zarezerwowane były solone mięsa oraz ryby bogato przyprawiane czosnkiem, papryką, soczewicą, cebulą oraz imbirem. Istotną rolę w tutejszej kuchni pełnią też rośliny okopowe, takie jak maniok, nie brakuje też unikalnych owoców morza, jak „kari zouri”, (ośmiornica curry), „katkat bannann” (gotowane zielone banany z mlekiem kokosowym i rybą) czy zupy z głów ryb doprawionej owocami tropikalnymi takimi jak papaja, jabłka i oberżyna.
Poza największą wyspą Seszeli, Mahé, archipelag posiada ponad setkę mniejszych wysp, z których niektóre są niezamieszkałe, a na innych życie toczy się wyłącznie wokół luksusowych ośrodków, do których goście przybywają prywatnymi helikopterami i rozkoszują się urokliwą samotnią. Jeśli można obrazowo pokazać sanus per aquam, przykładów najlepiej szukać właśnie na Seszelach.
Karolina Pietor